after.design

My way for My life...

Nie cierpię.

O tak. Bardzo nie cierpię tej jakże denerwującej przypadłości ludzkiej jaką jest spóźnianie się.
No po prostu jest to moim zdaniem tak tragiczne że szkoda gadać. A nędzne wymówki, nie dam rady dziś, teraz, zaraz, na umówioną tydzień temu godzinę to już przechodzą same siebie.
W dzisiejszych czasach kiedy telefon komórkowy posiada prawie każdy tak łatwo jest zadzwonić i powiedzieć sory, ale się spóźnie 15 minut. Nic to że przychodzi jakby nigdy nic się nie stało po 45 minutach. Ani przepraszam, ani pocałuj mnie w dupe.
Rozumiem jak coś poważnego wypadnie, rozwód, śmierć, albo inna ciekawa historia, ale powiem szczerze jak nie potrafisz przyjść na czas na spotkanie to zacznij się przyzwyczajać że może mnie tam nie być. Ot tak.
W dzisiejszych czasach komórki od dziś daję 15 minut na spóźnienie. Jeżeli umawiamy się na 17 a nie ma Ciebie do 17:15 to odpowiem najprostszą i ciętą ripostą "spierdalaj".
Mój czas też jest cenny i nie będę tolerował opcji spóźniania się bo tak...
Jeżeli się umawiasz na daną godzinę to zrób wszystko tak żeby być o tej pierdolonej godzinie na miejscu. Jeżeli umawiasz się w godzinach szczytu to chyba można przewidzieć że są korki i wyjść 30 minut wcześniej, nawet jeżeli będziesz wcześniej, to i tak przeżyjesz.
Ja osobiście wiele razy jestem wcześniej 5, 10 a czasami i 15 minut, ażeby mieć pewność że się nie spóźnię. Bo tak jak nie cierpię jak ktoś się spóźnia tak samo nie cierpię ja się spóźniać i staram się planować czas tak żeby wyjść o odpowiedniej porze i trafić na miejsce na czas...
A jeżeli umawiamy się na spotkanie u mnie o 17 (gdzie kończę pracę o 16), to staram się wyjść wcześniej, coby zjeść jeszcze jakiś obiad i być u siebie wcześniej. Oczywiście i tym razem muszę czekać na osobę która coś odemnie chce. A co by było jakbym zostawił telefon w pokoju i sobie poszedł wpiździet. Albo jakbym sam się umówił na 18 i musiał szybko wyjść ?
Szanujmy czas innych.

Gorszą rzeczą od spóźnienia się jest chyba odwołanie spotkania po 15 minutach spóźnienia. To już chyba oznacza tyle co "mam Cie w dupie, więc musisz poczekać na to aż łaskawie przyjdę pogadać, poradzić się". No i oczywiście "czy możemy przełożyć to spotkanie na jutro". Nie zdziw się jak powiem "nie". A jako zdanie wsparcia "bo nie mam ochoty". Przestałem się bawić w bajkowe wymówki. Wolę asertywnie powiedzieć "spierdalaj, ja Ciebie także mam w dupie", albo "spierdalaj, nie mam czasu na pierdolenie o niczym".

P.S. Moja frustracja na ten temat chyba się już od dłuższego czasu zbierała we mnie...

Trackback . Dodano 28 lutego 2008 o 20:49:53 na poziomie 0

favicon AleAle

Ja przez całe swoje życie nigdy sie nie spóźniałem i nienawidziłem sie spóźniać, ale ostatnio doszedłem do wniosku że głupio tak czekać, więc przychodzę teraz 5 minut później. Ale to mi z pewnością minie :D

28 lutego 2008 . 21:12:28

Arietta

Jesssuuu jak ja nienawidzę się spóźniać.
Nie dziwi mnie Twój ‘krzyk rozpaczy’. Nienawidzę i już. Zawsze jestem przed czasem. Wolę poczekać niż poniżyć się tak, żeby w tak wredny sposób okazywać komukolwiek brak szacunku… wrrr

28 lutego 2008 . 22:13:17
Nickname:

Treść komentarza:
Textile Lite włączony ( szczegółowy opis znaczników ):
*strong* | # lista numerowana | * lista wypunktowana | _em_ | __italic__ | "link":http:// | bq. cytat.

Strona WWW (opcjonalnie)

Wprowadź kod code