after.design

My way for My life...

Przemyślenia usera na temat linuksa.

Kategoria: Linux .

Tak to prawda. Tak to fakt. Na "prawie co dzień" używam linuksa. Jest to obecnie kubuntu 8.04.
Wielu zdziwi się i zastanowi jak to jest możliwe, że macuser używa jeszcze gdzieś linuksa. Otóż używam go w pracy. W pracy na puszce stoi sobie kubunciak. Sprzęt nie jest jakiś wielki.
Jakaś płyta główna z dual core 2GHz, czy jakoś tak. Grafika to zintegrowany intel GMA945. Do tego dołożone 2GB ramu DDR2. Ot zwyczajna puszka dla dewelopera.
Postawiony tam kubunciak jakoś żyje. Niestety nie powiem, że KDE (3.5 nie 4) jest super szybkie (wtf ?). Co do stabilności mam też pewne ogólne zastrzeżenia, ale o tym zaraz.
Samo działanie systemu jest całkiem ok. KDE działa, odpala się, nie najszybciej, ale odpala się.
Jakieś tam paczki się doinstalowało i chodzi. Dorzuciłem firefoksa, którego nie ma standardowo (jakoś tak dziwnie). Dorzuciłem psi, bo jakoś innych komunikatorów nie trawię (a adium na linuksa nie ma). I jakoś to sobie chodziło.
Niestety muszę powiedzieć, że podpięcie 19" samsunga panoramki już nie było takie kewl, super i od razu działające. Nie chcąc grzebać w xorg.conf stwierdziłem, że pogrzebię w ustawieniach centrum kde. Grzebałem, grzebałem i wygrzebałem gdzieś opcję do zmiany typu monitora na panoramiczny. O dziwo coś tam pomielił i poszedł.
Samo ułożenie centrum kde jest jeszcze do dopracowania. Ciągle mu troszkę brakuje do ułożenia opcji z mac os x.
Pewnie wielu z was zaraz się rzuci i powie, że bluźnię. Ale niestety Ci co sobie znajdą screena z "system preferences" i porównają układ to mogą się zdziwić. Pewnie zaraz przeczytam, że układ nie mógł być zgapiony, bo przecież windows też ma takie ładne i w ogóle. Odpowiem na to tak: "niech wam będzie, nie jest to brane z moxa", bo nie chce mi się przekomarzać i udowadniać swoich racji.
Nicto. Poszło, działa, nawet odświeżanie jest ok. Czego może brakować do szczęścia ? Oj może.
Oczywiście jest zainstalowane "katapult", które niestety w 10% nie potrafi zastąpić mi quicksilver-a. No cóż, to szybkie definiowanie skrótów na pulpicie i w pasku i jakoś się da ogarnąć.
No ale przecież nie mogę tak sobie działać. Stwierdziłem, że trzeba sprawdzić, czy będzie śmigał compiz-fusion. Znalazłem co trzeba doinstalować, odpaliłem i ku mojemu zdziwieniu śmiga. Super. Poustawiałem sobie expose pod F11 i F3.
No i fajnie, super, tylko znowu mały bug. Walę F3 i wszystkie okienka się pojawiają na screenie, ale po kolejnym walnięciu F3 nie wyłącza tego trybu, ehh trzeba walić escape. No ale nic, ważne, że jest i że działa expose, jedna z najczęściej używanych rzeczy przeze mnie.
Wyłączyłem kompa jednego dnia, wracam do pracy kolejnego, odpalam kde i ku mojemu zdziwieniu nie odpalił się compiz z automatu. Myślę sobie WTF !? Przecież sobie zrobiłem to przez jakiś magiczny panel w narzędziach administracyjnych. Ehh. Znowu szybkie googlanie, jakiś skrypt startowy i luz.
Kolejny dzień, kolejne rozczarowanie. Pierwszy start iksów i co ? I wysypka compiza. Ręczny restart iksów (ctrl+alt+backspace), znowu hasło i o dziwo działa. Raz compiz wstaje poprawnie raz nie. Nie wiem od czego to zależy i przez moją ostatnią leniwość nie chce mi się dochodzić, wolę walić restart iksów.

Dobra. Sama użytkowość jakoś tam poszła. Czas na zabawę z eclipsem, pdt, sambą i subclipsem.
No i tu się zaczęła jazda. Oczywiście grzebanie w opcjach mounta to standard. No więc wygrzebałem już opcję odpowiednie (-t cifs -o username=[user],password=[pass],rw,file_mode=0777,dir_mode=0777, pewnie coś tam jeszcze było). No i pewnie większość sobie myśli, że spoko, wszystko śmiga.
Nic kurwa bardziej mylnego. Ciągłe problemy z eclipsem i "out of sync" po pewnym czasie dało mi się tak we znaki, że kurwy leciały już głośno, mocno i ostro. Okazało się, że samo "out of sync" jest winą subclipsa (svn plugin), aczkolwiek sam reload pliku i powrót do początku pliku pojawiał się nadal notorycznie, po prostu eclipse nie dawał komunikatu.
Moje "zdenerwowanie" sięgało zenitu. Co więc zrobiłem ? Znowu googlanie.
Znalazłem ludzi z podobnym problemem. Czy znalazłem rozwiązanie ? NIE ! Okazało się, że błędy zostały zgłoszone i do eclipsa i do samby. Jednocześnie developerzy olewają po jednej i po drugiej stronie. Nie pozostało mi nic innego jak aptitude install rdekstop
Szybki skrót do rdesktop -u [user] -a 16 -k pl -f [serwer]
Obstawiam, że to problem jest po stronie samby, przecież jakoś pod winą działa nie ?
No i znowu linuks znów stał się "terminalem" do podłączenia do windy 2k3. Tam działa.

I tak wygląda moja codzienna zabawa z linuksem. Przychodzę odpalam, klikam skrót, odpalam ssh coby zalogować się na serwer i włączyć sesję z ircem. Odpalić FF i poczytać rssy na reader.google w trakcie posiłku. Czasami obejrzeć głupi film na YT. Jakoś tam działa. Czasami ma odpały i trzeba zrestartować iksy, ale cóż. Przyzwyczaiłem się.

Podsumowując. Linuks ma się coraz lepiej. Nie jest to stan w którym wpadam w ślepy zachwyt i stwierdzam, że każdy user sobie poradzi, bo nie uważam tego za prawdę. Nadal się problemy ze sterownikami, ze zgodnością urządzeń i cudowaniem.
Takie nawiązanie do pewnej rozmowy:
"a nie mogliście skorzystać z gprsu przez telefon"
"mogliśmy, ale nikt chyba nie miał skryptu napisanego"
Fakt cytat nie jest idealny, ale sama logika jest zachowana. Chyba nie muszę tłumaczyć o co mi chodzi ? Miłego czytania, marudzenia, narzekania. Ja nie bardzo mam zamiar uczestniczyć w wojnie o ten system i ogólnej wojnie systemów, bo średnio mnie dotyczy.

5 komentarzy . Trackback . Dodano 30 czerwca 2008 o 22:52:07 na poziomie 0

Devil may cry 4

Kategoria: Gry . Playstation 3 .

Jakoś od czasu grania w COD4 nie miałem wielkiej ochoty pograć sobie. W końcu jednak stwierdziłem, że trzeba coś zobaczyć i zakupiłem sobie DMC4. W sumie recenzji nie czytałem, nie wiedziałem czego więc się spodziewać. Poprzednio grałem w DMC3 i gra przypadła mi do gustu.
I muszę przyznać, że nie zawiodłem się. Ale o tym zaraz.
Sama okładka, płyta i pudełko wyglądają mniej więcej tak:

Devil May Cry 4 - okładka
Devil May Cry 4 - tył
Devil May Cry 4 - okładka instrukcji
Devil May Cry 4 - płyta

Dalsza część wpisu może zawierać spoilery i teksty/opinie, które mogą znacząco wpłynąć na chęć grania. Ciąg dalszy czytasz na własną odpowiedzialność :-)

W 4 części już od początku wyraźnie kreuje się nam historia w którą oprócz Dantego (postaci, która od zawsze była w centrum uwagi w poprzednich częściach gry) zamieszane są także inne postaci. Od początku poznajemy między innymi Nero, Kyrie, Credo i kilka innych.

Grę jednak zaczynamy jako Nero. Postać posiadająca "demoniczną rękę". Na początku wyruszamy w pościg za Dantem, który objawił się także na samym starcie gry. W trakcie walki z kolejnymi bosami i wycinając kolejne hordy potworów odkrywamy kolejne sceny historii.

devil may cry 4

Muszę przyznać, że sama fabuła wciągnęła mnie jak żadna do tej pory (chyba). Historia syna rycerza Spardy (Dante), oraz jego kolejnego zadania, splotu wydarzeń z Nero i miłości tego ostatniego do Kyrie (siostry Credo, który okazuje się demonem).
Sama grafika jak dla mnie też jest świetna. Gra jest zrobiona w 720p. Fakt, w kilku miejscach przy dobiciu potworów do ściany zdarzało im się przenikać ściany.
Grywalność jest ok. Jednaże uważam, że zabrakło im troszkę pomysłu na bosów. Dlaczego ?
Do misji 11 (jest ich 20) walczymy Nero i co chwilę mamy do zabicia jakiegoś większego potwora. Po misji zmieniamy bohatera na Dantego i wracamy tą samą ścieżką i zabijamy po raz kolejny te same potwory (tylko odpowiednio trudniej je zabić). Wszystko byłoby ok, gdyby nie misja 19.
W misji 19 musimy po raz kolejny zabić tych samych potworzastych (po raz 3 kufa ? sick !). Oczywiście, żeby nie było równie łatwo dziady są znowu coraz trudniejsze. Po 4 poziomach wyżynania ma się dosyć.
Misja 20 miażdży tym, że trzeba się troszkę pomęczyć i znaleźć sposób na pokonanie i zakończenie gry.

Ogólnie jest to jedna z tych gier które muszę opisać jako totalne "must have". Takich gier proszę więcej. Gier, które mam ochotę przechodzić żeby dowiedzieć się co się stanie dalej z bohaterami !.
Na koniec dodam dwa artworki, które pokazują super klimat tej gry :]

惡魔獵人4 DEVIL MAY OF CRY[1]

DevilMayCry4_Wallpaper08-HD

Dodaj komentarz . Trackback . Dodano 23 czerwca 2008 o 22:48:27 na poziomie 0

Geek cave.

Kategoria: Codzienność . Maczek . O niczym .

Jakoś na fali łańcuszków (systemowe wspomnienia i oceny z dziennika) stwierdziłem, że i ja w jakimś zauczestniczę.
Jako, że nie chce mi się rozpisywać o moich wspomnieniach z windowsów i linuksów, a mój obecny uname -a to "Darwin macbook-rafa-malinowski.local 9.3.0 Darwin Kernel Version 9.3.0: Fri May 23 00:49:16 PDT 2008; root:xnu-1228.5.18~1/RELEASE_I386 i386".
Ocenami też nie ma się co chwalić bo studia olewam wykładniczo i od poniedziałku do piątku soczyście zapierdalam (ostatnimi czasy nawet po weekendach).
Dziś jednak przeglądając rssy z joggera "zaoczyłem" łańcuszek dla siebie.
Where we do what we do taki tytuł nosiła notka która mnie natchnęła do napisania wspomnień jak się rozwijała "jaskinia geeka" (z angielska "geek cave").
(Dla zastanawiających się, czy warto czytać dalej dodam, że wpis jest ilustrowany zdjęciami. :) I tak. Na początku był zwykły grat z Philipsem 15" (CRT ma się rozumieć), zdjęć brak to się nie rozdrabniam.
Jak już zacząłem robić jakieś zlecenia (po 2 roku studiów bodajże) to zakupiłem rodzicom komputer, a sobie monitorek 17" (jakieś żęchy i rupiecie z SCK). Komputerki działały monitory też. Później stwierdziłem, że należy zakupić coś większego.
O tak. Kupiłem 21" monitor CRT Fujitsu siemens. To była krowa, zresztą sami zobaczcie:

Posprzątane !

Fotka była zrobiona jakoś chwilę po tym, jak mi zdechła 17. Wtedy to pierwszy raz odczułem, że używanie 2 monitorów to cud (mówię wam, jeżeli spróbujecie raz to już nie wrócicie to jednego monitora).
I tak jakoś używałem jednego monitorka i kompa z jakąś tam konfiguracją.
Krótko po tym odłożyłem kasę i kupiłem swojego pierwszego maca. Był to ibook G4 (14" 1.42GHz). Używałem go w połączeniu z tą krową 21" i muszę powiedzieć, że dawało radę :]
Wszystko to trwało do pewnego dnia w czerwcu, kiedy stwierdziłem, że za dużo mam sprzętu i trzeba powywozić do domu sporo rzeczy. I tak pojechała moja wieża (marki aiwa), komp (ojcu padł jego crap) i także wielgachny monitor.
I tak żyłem sobie z ibookiem, miesiąc czy dwa. Kolejnym zakupem do jaskini był pierwszy monitorek LCD.
Monitory były już na tyle tanie, że od razu kupiłem 22" Fujitsu Siemens.

Geek cave

I to połączenie było ideałem długo. Na tyle długo, że w marcu 2008 zmieniłem sobie lapka (z takich czy innych powodów).

Młodsza siostra, starszy brat.

I tak jakiś czas miałem taką konfigurację. W między czasie zdarzyło mi się kupić PS3 i monitorek zaczął denerwować. Problemy z vga boxem (w sumie z jakością itp).
Stwierdziłem, że trzeba zmienić monitor, póki jest jeszcze coś wart. I tak za 600zł puściłem mojego Fujitsu-Siemens i zamówiłem sobie iiyame z HDMI.
Od tamtego czasu "jaskinia geeka" wygląda mniej więcej tak:

Geek Cave wersja kolejna.

I w sumie tak trwam z moim biurkiem do dziś.

P.S. Jeżeli komuś nie pasuje ten wpis to jego problem. Jednocześnie mam nadzieję, że banda dzieci nie przyjdzie mi tu z opcją "i co się chwalisz" or smth...

12 komentarzy . Trackback . Dodano 22 czerwca 2008 o 20:24:52 na poziomie 0

Minął już rok. Rok od kiedy się przesiadłem na Maczka. [Part 1]

Kategoria: Maczek .

Tak. Czas zapierdala jak głupi. Od ponad roku jestem posiadaczem maca (w sumie już dwóch). Muszę przyznać, że ten rok był najlepszym rokiem w moim dotychczasowym 24 letnim życiu.
Koniec moich utyskiwań na zjebaność windowsa. Koniec wiecznych problemów z grzeboleniem i uruchamianiem kolejnych urządzeń pod linuksem.
Zapewne niejeden czytający już pomyśli, a może i napisze nie czytając do końca, że sieję tu herezje. Że windows działa i jest najlepszy. Inni napiszą mi, że Mac OS X śmierdzi, bo nie ma repozytoriów i jakiegoś jednego apsa do zarządzania uaktualnieniami aplikacji.
Ja mogę jedynie odpisać, że ani argument posiadania jednego miejsca z którego mogę pobrać aktualizacje dla calutkiego systemu, ani złudna stabilność, czy chociażby mnogość aplikacji.

Dobra, starczy tego bzdurnego usprawiedliwiania się. Ten wpis pokazuje moje spojrzenie na sprzęt którego używam, na system którego używam.

Plusy:
+ Jeden przycisk przy touchpadzie. Powiem, że człowiek który to wymyślił musiał być geniuszem. Jeżeli miałbym walczyć z dwoma klawiszami i mocować się z paluchami, próbując trafić w ten klawisz po prawej, albo w ten klawisz po lewej. Jeden przycisk jest idealny.
Na ibooku (stary laptop z procesorem G4) nie posiadałem jeszcze gestu, który wywoływał menu kontekstowe, jednakże bardzo szybko się przyzwyczaiłem do wciskania ctrl i walenia w przycisk. Po przesiadce na Macbooka problem ten znikł (w sumie od któregoś powerbooka z 10.4). Wystarczy położyć dwa palce na touchpadzie i walnąć przycisk. Użytkownicy używający touchpada, który rozpoznaje klikanie potrzebują położyć tylko dwa palce na touchpadzie, a menu kontekstowe samo wyskoczy.
+ Gesty na touchpadzie. Nie posiadam macbooka pro i multitoucha, jednakże jest jedna cholernie przydatna rzecz w Mac OS X. Touchpad idealnie rozpoznaje gesty przewijania. Zarówno w pionie jak i w poziomie. Nie widziałem, żeby to działało tak genialnie. Po prostu kładę sobie dwa palce na touchpadzie, niezależnie od odległości między nimi przesuwam w pionie a strona zjeżdża w dół. + Klawisze funkcyjne. Tak tak. To jest to co każdy user może mieć. Podoba mi się jednak, że w końcu w macbooku pomyśleli o przypisaniu klawiszy do iTunes. Nie trzeba grzebać w ustawieniach systemu, czy też szukać jakiegoś programu, który zrobi to za nas. Niby tak banalna rzecz w projektowaniu a ile radochy sprawia.
+ Bateria. O tak to jest jedna z tych rzeczy, które pokazują potęgę apple. W sumie prawda jest taka, że bateria nie jest nadzwyczajna jak na standardy amerykańskie. Jednakże w europie laptop trzymający 5h na baterii to coś spotykanego bardzo rzadko. Ibook, który ma już ponad 3 lata trzyma na baterii około 4 godzin. A macbook, który ma praktycznie nową baterię trzyma 5h (sprawdzone przy oglądaniu filmów).

+ System. I tutaj mówię o stabilności i userfriendly. System naprawdę mi się podoba, sposób instalowania aplikacji jego bezproblemowości itp jest po prostu genialny. W tym większość komponentów.
++ iTunes. Świetnie łączy się z systemem. Miłe tworzenie biblioteki. Pobieranie okładek z iTunes store (w którym da się zarejestrować z pomocą małych haków).
++ iLife. Pakiet programów, który otrzymuje się przy zakupie sprzętu. Znajdziemy tutaj między innymi iPhoto, do którego w końcu się przyzwyczaiłem. I powiem, że jest to wygodne narzędzie.
++ Mail.app Dobra aplikacja do poczty elektronicznej. W leopardzie Mail 3.0 potrafi także tworzyć notatki, czy też robić za czytnik RSS. Wiem jednakże iż wielu użytkowników nadal woli Thunderbirda, czy też Entourage (macowa wersja Outlooka).
++ Expose. Rzecz bez której nie umiem żyć. Jeżeli mam otwarte przynajmniej 3 aplikacje, to używam tego nagminnie. Po prostu stukam F3 i mam na pulpicie wszystkie okienka aplikacji, które mam bieżąco odpalone.
++ Dashboard. Rzecz z której nie korzystam jakoś często. Jednakże w połączeniu z safari potrafi to być potęga. W leopardzie istnieje prosty sposób na stworzenie widgetu z części strony. Muszę przyznać, że to nawet działa :]
++ Quicklook. Kolejna rzecz której używam nagminnie. Jeżeli na szybko chcę przesłuchać mp3, albo podejrzeć kawałek filmu, to zaznaczam plik, walę spacje i bach. Oto pokazuje się okienko z filmem/zdjęciem, lub otwarzacz mp3.
++ Stacks (po polsku stosy). O tak. Jedna z najwygodniejszych form szybkiego dostępu do katalogów. Klikam na ikonkę w doku i już pokazuje mi się wachlarz z danego katalogu. Mam tak wylistowany między innymi katalog do którego na bieżąco pobieram dane. Dzięki czemu mam ekspresowy dostęp do plików.

+ Matryca. Jej jakość wykonania, wielkość i jasność.
+ Dodawanie urządzeń i synchronizacja przez bluetooth. Jak posiadałem jeszcze PDA, musiałem dokupić programik The Missing Sync z którym nie było problemów z synchronizacją kontaktów itp między makiem a windows mobile. Do synchronizacji mojej nokii 6300 potrzebowałem zassać plugin, do czego nie potrzebowałem wkładać wielkiego wysiłku.

Minusy:
- Cena. Fakt faktem, za sprzęt, który jest jednak lepszy od jakiegoś padacznego Acera, czy HPeka, jednak dla wielu jest to ograniczenie, którego nie przeskoczą. Część woli nawet stwierdzi, że sprzęt jest dla szpanerów, albo dla gejów (bo macbook przecież jest biały). - Grzanie się macbooka. Z ibookiem nie było tego problemu. Jednakże macbook potrafi czasami zawyć (przy kompilacji na przykład). Niestety wiatrak nie należy do najcichszych.

Tyle mi przychodzi do głowy na ten moment. Postaram się zapisywać wszystko co mi przychodzi do głowy. Może kiedyś napiszę Part 2. Chwilowo przeżywam okres braku weny i flow w pisaniu bloga. A kilka tematów jest.
Nic. Zobaczymy jak to będzie :]

8 komentarzy . Trackback . Dodano 10 czerwca 2008 o 23:01:05 na poziomie 0