Archiwum
- Październik 2008 (1)
- Wrzesień 2008 (4)
- Sierpień 2008 (3)
- Lipiec 2008 (2)
- Czerwiec 2008 (4)
- Maj 2008 (5)
- Kwiecień 2008 (9)
- Marzec 2008 (11)
- Luty 2008 (22)
- Styczeń 2008 (9)
- Grudzień 2007 (12)
- Listopad 2007 (4)
- Październik 2007 (8)
- Wrzesień 2007 (25)
- Sierpień 2007 (19)
- Lipiec 2007 (17)
- Czerwiec 2007 (9)
- Maj 2007 (10)
- Kwiecień 2007 (5)
- Marzec 2007 (8)
- Luty 2007 (12)
- Styczeń 2007 (9)
- Grudzień 2006 (10)
- Listopad 2006 (9)
- Październik 2006 (7)
- Wrzesień 2006 (3)
- Sierpień 2006 (16)
- Lipiec 2006 (26)
- Czerwiec 2006 (29)
- Maj 2006 (12)
- Kwiecień 2006 (18)
- Marzec 2006 (18)
- Luty 2006 (14)
- Styczeń 2006 (15)
- Grudzień 2005 (8)
- Listopad 2005 (18)
- Październik 2005 (14)
- Wrzesień 2005 (14)
- Sierpień 2005 (26)
- Lipiec 2005 (15)
- Czerwiec 2005 (10)
Apple News
Czytuje
- Ajk's jogger
- Arab's blog
- Blog Dawida Gatti
- Blog narzeczonej programisty
- Pixel's Blog
- RedHand's jogger
- Rozie's jogger
- Spider's jogger
- Wawrzek's jogger
- XyC jogger
Playstation 3
Znajdź mnie
Kategorie
- Codzienność (18)
- Cytaty (5)
- Filmy (35)
- Fotografia (2)
- Gry (6)
- Internet (3)
- Linux (41)
- Maczek (45)
- Muza (17)
- Myśli (6)
- O niczym (244)
- PDA/palmtop (4)
- Playstation 3 (11)
- Praca. (7)
- Programowanie (9)
- Propaganda/akcje (16)
- Software (35)
- Techblog (3)
- Teledyski (6)
- Telewizja (1)
- WebDesign/WebDeveloping (51)
MyBlogLog
Wolny tybet i reszta akcji...
Kategoria: Internet . Myśli . O niczym .
Moje podejście jest znane albo i nie. Jednakże irytują mnie opcje "wolny tybet", "koncert dla solidarności z Białorusią". Irytują na tyle że uważam to za pewnego rodzaju hipokryzję. Ale tak, faktycznie należy zająć się problemami nie swoimi, bo przynajmniej da się o nich zapomnieć.
Powiecie że bredzę, że u nas się nie zabija, że u nas nie jest tragedia.
To ja wam powiem że może i macie racje. Pomimo to nie widzę sensu wtrącania się.
Sprawa Tybetu wypłynęła z powodu że teraz jest zainteresowanie Chinami ze względu na olimpiadę. W przeciwnym razie dalej byłaby cisza...
Powiecie, że to ja jestem hipokrytą i ignorantem.
Pewnie macie racje, jednakże możemy powalczyć także o wolność dla indian mieszkających w rezerwatach w USA. Dlaczego nikt nie wyjeżdża z tym ? Bo co po USA to piękny kraj zajebistych ludzi, którzy potrafią tylko sprzątać na czyimś podwórku, gdy na ich jest pełno gówna ?
Uważam, że tak samo Polska powinna zająć się sobą. Mamy tyle nietolerancji z którą trzeba walczyć. Tyle homofobii, która tworzy o nas historię. Niedługo będziemy się bawić w politykę innych krajów a u nas nadal będzie tak samo wielki rozpierdol...
Zresztą. Tak jak rozie zauważył można żerować na informacjach i wykorzystywać je lepiej niż moje hipokryzje i bredzenia.
Miłej walki z Chinami. Obyście osiągnęli dużo.
14 luty ...
Kategoria: Codzienność . Myśli . Praca. .
Hym. To dziś jest ten dzień w którym wszyscy nagle się kochają. Dzień w którym nikt się nie kłóci, bo przecież to święto jakże kurwa na pokaz zakochanych.
Ale jak zwykle to się sprowadza zwykle do jakże banalnej zasady 3xK (kino, kolacja, kopulacja).
Zauważyłem niestety że standard tej zasady prawdziwie obniżył loty. Wiadomo kino zostało kinem. Jednakże po dzisiejszych kolejkach w tanich zwykłych żarłodajniach ta druga zasada została zdegradowana do pozorów...
A co się stało z pięknymi kolacjami przy świecach zrobionymi by your self ? Ewentualnie zamówienie żarcia w jakiejś lepszej kanjpce, dowóz do domu i udawanie że się zrobiło, co jest fajną grą pozorów :]
(Uwaga. Narzekanie mode on)
Trzeci podpunkt znanej zasady pozostawie dla was do rozważań...
A dla mnie ten dzień to zwykły dzień. W sumie byłby to zwykły dzień gdyby nie całodniowe użeranie się z pewnym jakże "skurwiałym" projektem.
Po drodze po żarcie, jakby mi ktoś wpadł w łapy to bym chyba ryj obił...
W żarłodajni kolejki że ja pierdole. Przecież walentynki i ukochaną trzeba zabrać na kebaba...
Wieczorem chcę zadzwonić do starych i co ? I wielkie problemy ery. Nie idzie się dodzwonić.
Kurwa. Żeby takie nijakie pseudo święto zajebało tak sieć ? Nosz ja pierdole...
W dodatku mam katar i kicham jak cholera. Wygląda to trochę na katar sienny. Bo nic więcej mi nie dolega, ale nie wiem co jest nie tak. Ja nie mam zamiaru być chory !!!!
(Narzekanie mode off)
Całą tą złość spożytkowałem na posprzątanie łazienki, pokoju, wypranie się, ogolenie i takie tam pierdoły.
Jest jeden plus, buty przyszły.
P.S. Dziesiejszy dzień sponsorowało słowo kurwa.
Przyszłość.
Kategoria: Myśli .
Kim chcę być. Na to pytanie odpowiada sobie codziennie miliony ludzi na ziemi.
Ja również stawiałem sobie to pytanie wiele razy.
I w sumie otrzymałem odpowiedź. Odpowiedź, która mnie natchnął mój kuzyn, który trafił na WAT, na cybernautykę. Od 6 klasy szkoły podstawowej chciałem zostać informatykiem. Chciałem zostać tym magikiem który karze komputerowi zrobić to co ja chcę, a nie to co on chce.
Na pytanie nauczyciel odpowiadałem pewnie i z zacięciem że tak, że wiem kim chcę zostać. Że będę informatykiem.
To było do momentu kiedy nie trafiłem na psychologie. Dziedzinę która do tej pory pasjonuje mnie. Ale chyba pasjonuje mnie przeciwnością informatyki.
Psychologia jest tak nieznaną dziedziną nauki, tak nieodkrytą że aż pociąga. Pociąga ta analiza człowieka. Ta analiza co w czyjej głowie siedzi. Ta analiza jak faktycznie pomóc komuś, kto tej pomocy potrzebuje, oczekuje. Ostatecznie posłuchać, zrozumieć, pomóc się wygadać i pomóc z przeszłością, przyszłością, czy teraźniejszością.
Ale ten pomysł porzuciłem. Dlaczego ? Chyba z prostej przyczyny. Nie potrafiłem pomóc sobie. A to jest pierwsza zasada tego zawodu. Nie zastanawiaj się nad sobą. Nie analizuj siebie, bo to nigdy nie wyjdzie na dobre. Ja jako samouk, samoczytacz książek, publikacji, analiz niestety popełniłem ten błąd. I od pewnego momentu w moim życiu analizuję każdy swój ruch. Myśląc 50 razy czy zrobiłem dobrze. Jak mogło być gdybym zrobił inaczej.
Zacząłem tworzyć scenariusze od pewnych miejsc życia. Jedne lepsze, drugie gorsze od tego co jest teraz. Jedna z wielu przyczyn tego że nie umiem się cieszyć z życia.
I tak oto zostałem (w sumie nie zostałem, bo ciągle udaje że studiuje) informatykiem.
Tym wymarzonym kimś. Tym człowiekiem, który mówi komputerowi jak ma się zachowywać. Co ma robić. Zostałem przeklętym przez wielu programistą.
No dobra. Ja miałem odpowiedź na to co chciałem robić, po części miałem odpowiedź na to gdzie chciałem to robić, życie zweryfikowało te decyzje. Denerwowało i w sumie denerwuje mnie nadal to, że w tym jakże ważnym wyborze nikt nam nie pomaga.
I nie chodzi mi tutaj o pytanie się chcesz być tym, a może tym, tylko o pomoc w wyborze.
Nie uważam ażeby milion pomysłów na swoje życie było czymś złym. To chyba dobrze.
To nadal daje nam tą część nas, tą dziecięcość, te dziwne uczucie które wyłania się w nas po pytaniu "kim chcesz być".
Niestety ta odpowiedź zabija w nas część pewnej jaźni. Niestety nikt nam nie daje odpowiedzi. I tak oto stajemy przed opcją bycia dorosłym. Czy faktycznie to jest jeden z tych wyznaczników ? Jakże ważnych wyznaczników ? Czy mogę powiedzieć że dorosłem ?
Nie wiem. A czy Wy wiecie ? Wiecie ? To wam zazdroszczę. Dlaczego ? Bo jeżeli tak ma wyglądać moja dorosłość to szczerze mówię że mi się to niepodoba.
Drażni mnie nadal głupie zadawanie pytań i wyśmiewanie się z ludzi nie mających planów na przyszłość. Śmieszy mnie podejście w wieku 16 lat człowiek ma plany: "w wieku 30 lat będę szczęśliwym tatą/mamą, najlepiej z dwójką dzieci, będę zarabiać w chuj sosu i zacznę się zastanawiać nad kochanką, coby mieć młode ciałko do dymania po kątach jak żona nie patrzy".
Wkurwia mnie to zatracenie w niczym. Wkurwia mnie to że to jest ta aprobata grona dydaktycznego które miesza w głowach. Wkurwia mnie to wyśmiewanie się "a Ty to pewnie będziesz robił za śmieciarza, bo masz same tróje".
Chciałbym zobaczyć minę tej pani i tego pana jak się okaże że ich trójkowy wychowanek dostał świetną pozycję w banku, ponieważ rozwijał swoje zainteresowania.
Tak samo wkurwia mnie to że na odpowiedź "nie wiem" reakcja jest prześmiewcza. Że ludzie mówią tak bzdurną rzecz, że trzeba wiedzieć kim się będzie i że trzeba do tego dążyć.
Ale kurwa ludzie skąd Oni/Ja/My/Wy mamy to wiedzieć ?
Czy Ci wszyscy dorośli, zatracili już się tak, że nie pamiętają jak to ciężko jest ruszyć dalej.
I to po każdej szkole. Wyobrażacie sobie taką sytuacje że kończycie liceum/technikum/studia, wychodzicie i co dalej ? Gdzie teraz ? Do pracy, zdobywać kolejne szczeble kariery ? A może robić dalej to co się nam udawało do tej pory, czyli się uczyć ?
Tak. To nie jest prosta decyzja. Nie wiem jeszcze ile razy czekają mnie takie decyzje. Nie wiem co dalej. Przewija mi się przez głowę tysiąc myśli, tysiąc scenariuszy.
A czasami po prostu mam ochotę to wszystko pierdolnąć i wrócić do tego czegoś. Tego co mnie pociągało.
Na szczęście druga połówka mózgu mówi że chyba Cie pojebało, nie masz szans na to i szuka rozwiązań zastępczych. Szuka czegoś czym mógłbym się zająć tak na codzień, co mógłbym polubić i co by mnie odciągało. Jak na razie myślę o fotografii. Coś co zabiera mój mózg w inną podróż.
Nie masz pomysłu na siebie. Plącze Ci się tysiące zawodów, zainteresowań, wszystkiego po głowie ? Ciesz się z tego. Znaczy to tyle że nie stajesz się robotem pośród tysięcy innych. Że nie wciąga Cie jeszcze codzienność.
Że Cie nie zjadł ten świat.
Dobranoc.
Praca.
Kategoria: Myśli .
Tydzień chorobowego. Było i minęło.
Wróciłem sobie do pracy i co ? I nic.
Jedna osoba się odezwała, zapytała się jak tam, czy wróciłem do zdrowia itp.
Później przyszła jeszcze nasza "testerka" aplikacji i też się zapytała. Normalnie poczułem się wyróżniony. Zapewne reszta firmy nawet się nie zorientowała że byłem chory.
A szefa "dobrze że wróciłeś do pracy, bo bez Ciebie stały projekty", zabrzmiało jak "dobrze że nie muszę Ci już płacić za siedzenie w domu i opierdalanie się"...
Jak pracowaliśmy w pazimie w pokojach obok siebie, gdzie przepływ informacji był większy to jakoś rozmowa się kleiła. Jakieś żarty, przerwy na obejrzenie kolejnego śmiesznego badziewia z YT.
A tutaj. Tutaj nawet nikomu się dupy nie chce ruszyć żeby pogadać. Ja czasami się przejdę do jednego pokoju. Do drugiego nie zachodzę nawet bo nie ma o czym dyskutować.
Wszyscy pracują, wypruwają sobie żyły.
I się zrobiła taka atmosfera, gdzie każdy walczy o swoje dobro, o swoją pozycję.
Fajnie, tylko jakoś mnie informacje już omijają szerokim łukiem.
Nawet pierwszego dnia w nowym 2008 roku w pracy dowiedziałem się że był firmowy sylwester. Widać firmowy, lecz nie dla mnie.
Jak dobrze że nie robi mi to już prawie żadnej różnicy. Robię to co do mnie należy. Robię to czego się ode mnie oczekuje.
Nie ma to jak gadać na jabberze wewnątrzfirmowym z ludźmi do których jest kilka kroków.
Co nas kształtuje ?
Kategoria: Myśli .
To pytanie chodzi mi po głowie od wielu dni. A po wczoraj, chyba jeszcze bardziej mi to zaczęło biegać po głowie. Tak jakoś rozmowa była bodźcem to chorych przemyśleń.
Jak zwykle pewnie.
Chyba już kiedyś pisałem na ten sam temat. Zapewnie tak samo nieskładnie i bezsensownie.
No ale tak po prawdzie co nas kształtuje ? Co ma na nas największy wpływ ? Rodzice? Otoczenie ? My sami ?
Ciężko to określić. Przeglądając to wszystko co przeżyliśmy, wspominając rzeczy które są tylko dobre. Bo o tych gorszych rzeczach się nie mówi.
Chyba tutaj popieram Fisza z jego manifestem w utworze "bla bla bla", bo który lepiej kawałek oddaje nasze rozmowy. W których przeplatamy sztuczne informacje które tworzą nasze ego.
Czy to te sztuczne wyłuskane informacje nie zawsze pokazujące nasze prawdziwe ja kształtują nas. Czy to grupa znajomych miała taki wpływ na nas. Czy to rodzice zrobili swoje.
Czasami zastanawiam się czy jestem ateistą dlatego że mój ojciec ma takie poglądy, czy to faktycznie był ten znak zapytania nad logiką biblii i logiki przekazywania rzeczy historycznych jako zbioru interpretowalnych prawd ? Bo przecież nie można ułożyć tak sobie życia i mówić takimi metaforami, ażeby nasz żywot mówił same prawdy życiowe. Tak to jest mój główny zarzut. I chyba jedyny pewnik, że religja nie ukształtowała mojego zjebanego charakteru.
Czy zatem grupa znajomych kształtowała mnie. Wieczna zabawa i udawany brak zmartwień topiony w alkoholu ? Czy to tak naprawdę pokazało że jestem z tego pokolenia dziwnego wyłamu, któremu co chwilę się wciska prawdy o PRLu. Wszystko byłoby gdybym nie musiał słuchać tylu sprzecznych informacji. Z jednej strony tamte czasy tworzyły tą magiczną więź między ludźmi, którego ja się doszukuję i który chcę poznać. Z drugiej to całe zło tworzone przez tych samych ludzi. Donoszenie na innych, kradzież, tak zwane polskie kombinowanie, to co mamy we krwi. Jakto Pezet ujął:
"To siedzi w nas jak szósty zmysł.
Nic z tym nie zrobisz.
Wiesz, musiałbyś się chyba gdzie indziej urodzić.
To jest jak szósty zmysł.
Masz go we krwi, masz go na codzień.
To jest ten szósty zmysł, który masz w sobie."
Czy my faktycznie mamy taki automat. Przyzwalający na to co się dzieje wokół nas.
Czy to określa nas ?
Jestem pewien że nie ukształtowałem się sam z siebie. Przez wiele lat miało na mnie wpływ wiele osób, nauczycieli, którzy mi nawkładali wielu słów których nigdy nie zrealizuję. Bunt jednostki, jej wybitność. Nie nie, nie tędy droga. Jestem jak każdy inny. Robię swoje i ewentualnie mogę wskazać drogę którą ja podążam.
Niestety nie mogę stwierdzić czy droga którą kroczę jest tą dobrą drogą. Co jakiś czas słyszę że ktoś wie lepiej. Że ktoś ma więcej doświadczenia życiowego. Tylko ten ktoś nie bierze pod uwagę tego że się zmieniły czasy. Zmieniło się wszystko. Zmieniłem się ja.
Przyzwyczaiłem się do szarości dnia. Przyzwyczaiłem się do samotności.